/WYWIAD ZE STANISŁAWEM ŚMIECHEM, PREZESEM FUNDACJI “TRADYCYJNA POLSKA WIEŚ”

WYWIAD ZE STANISŁAWEM ŚMIECHEM, PREZESEM FUNDACJI “TRADYCYJNA POLSKA WIEŚ”

Stanisław Śmiech od lat interesuje się kulturą ludową. Jego największym marzeniem jest założenie tradycyjnego gospodarstwa agroturystycznego. Przeciwności losu pokrzyżowały te plany, ale pułtuszczanin nie zrezygnował z walki o swoje marzenia. Dziś realizuje wiele inicjatyw i jest prezesem fundacji “Tradycyjna Polska Wieś” propagującej dawne tradycje ludowe. Zachęcamy do przeczytania wywiadu, z którego można dowiedzieć się więcej na temat działalności fundacji i niezwykłej historii p. Stanisława.

Aleksandra Dąbrowska.: Jak narodziło się u Pana zainteresowanie kulturą ludową?

Stanisław Śmiech: Zawsze była mi bliska. Chyba ze względu na moich dziadków oraz prababkę z Balic, do której często jeździliśmy z Krakowa (mieszkaliśmy przy Dietla 39 – 5 min drogi od Wawelu). Dziadkowie, zwłaszcza ci krakowscy, byli nią przesiąknięci na wskroś. Wyrażało się to w gwarze, mentalności, zwyczajach i spojrzeniu na świat. Prababki i dziadków już nie ma. Chciałbym, aby pamięć o ich pokoleniu trwała, nie przepadła. Ich pokolenie w trudzie, znoju, a momentami i z narażeniem życia, stawiało fundamenty, podwaliny pod naszą dzisiejszość. Jednak momentem kulminacyjnym, który miał duży wpływ na moje zamiłowanie do tego tematu, była chyba moja emigracja zarobkowa do Irlandii – bardzo wtedy tęskniłem za tym co polskie, za tym co swojskie. Odliczałem dni do powrotu do kraju. „O suchym chlebie, byle u siebie”.

Co łączy Pana z Pułtuskiem?

Urodziłem się w Pułtusku, ale dorastałem i wychowywałem się w Krakowie. Analogiczną sytuację miał mój ojciec – urodził się w Pułtusku, zaś dorastał, wychowywał się i do szkół uczęszczał w Krakowie, z wyjątkiem okresu liceum, gdy ze względu na stan zdrowia jego dziadka, Stanisława Żmijewskiego, przeprowadził się z rodzicami na krótko na Popławy, by zamieszkać wraz z moim pradziadkiem. Część moich przodków wywodzi się z parafii pułtuskiej oraz parafii okolicznych: Obryte, Zatory, Zambski, Lubiel, Pniewo, Przewodowo, Gołymin. W 2007 roku ze względu na sytuację prywatną przeprowadziłem się tutaj. Cały ten podział Kraków-Pułtusk wziął się stąd, że dziadek, który jest patronem naszej fundacji, rodowity krakowianin, gdy był w wojsku poznał babkę – rodowitą popławiankę.

Wspomina Pan o korzeniach rodzinnych. Interesuje się Pan genealogią?

Tak. Skany akt metrykalnych z parafii są dostępne w Internecie. Każdy, nie ruszając się z domu, może rozpocząć przygodę z genealogią. Ja osobiście mam aktualnie niecałe 3700 osoby w swoim drzewie genealogicznym – przodkowie wraz z potomkami. Dziś, dzięki indeksacji akt, wiele rzeczy można wyszukać w genetece, dostępnej na portalu Polskiego Towarzystwa Genealogicznego, którego kiedyś przez chwilę byłem członkiem i w bardzo skromnym zakresie uczestniczyłem przy indeksacji oraz digitalizacji.

Brak opisu.

Jak powstał pomysł, żeby założyć fundację i jakie są działania fundacji? Z tego co można wyczytać na stronie wynika, że zakres działalności jest bardzo szeroki, prawda?

Pomysł na założenie fundacji podrzucił nam poznany na fejbukowej grupie, którą założyłem “TRADYCYJNA POLSKA WIEŚ, gdzie tradycja łączy się z nowoczesnością” (jest to aktualna nazwa), kolega archeolog Tomek Olszacki oraz znany krakowski animator kultury i społecznik Jarek Sokół. Cele statutowe naszej fundacji są również moimi prywatnymi celami życiowymi – tak naprawdę mentalnie już je wcześniej realizowałem. Własnym sumptem chcieliśmy stworzyć gospodarstwo agroturystyczne jako osoby prywatne. Od zawsze bliskie mi było przywiązanie do ojczyzny, historii, do zdrowia i ekologii. Wzrastałem wśród zabytkowych kamienic, gdzie każda cegła, każdy kamień są wręcz nasączone historią. W szkołach, a zwłaszcza w mojej podstawówce, nauczyciele kładli duży nacisk na kulturę. W ramach szkolnych zajęć zwiedzaliśmy krakowskie kościoły, synagogi, muzea i różne wystawy. Wawel, Planty, krakowski rynek, bulwary wiślane, kopiec Kościuszki, Błonia były moim podwórkiem. Od dziecka również bardzo lubiłem spędzać czas w gospodarstwie pradziadków Śmiechów. Moja prababka Janina Śmiechowa Góralczykówna tak mi, wówczas małemu chłopcu, wbijała do głowy: „Jesteś nasz pierworodny, będziesz po mnie gospodarzył”. Zasiała ziarno, ziarno wzrastało, ziarno wydaje plon. W moim rozumowaniu postawa proekologiczna, a zwłaszcza jeden z jej aspektów jakim jest filozofia zero waste, jest częścią tradycyjnego stylu życia, drzewiej wynikającego bardziej z aspektu ekonomicznego aniżeli światopoglądowego, no ale jednak… Rzadko coś się wyrzucało – przedmioty eksploatowano do cna, przerabiano, naprawiano, by służyły długie lata. Gdy będziemy zmieniać siedzibę fundacji, będziemy musieli złożyć odpowiednie pismo w sądzie. Przy okazji powiększymy również nasze cele statutowe o rozpowszechnianie idei prepperingu, zero waste i minimalizmu/antykonsumpcjonizmu. Aktualnie, ze względu na naszą prywatną sytuację, nasze działania ograniczają się tylko do działalności w Internecie, głównie na naszym fundacyjnym fanpage’u na Facebooku.

Brak opisu.

Marzenie o gospodarstwie niemal udało się już kiedyś zrealizować, prawda?

W 2018 roku wzięliśmy wraz z żoną bardzo duży kredyt gotówkowy i zakupiliśmy siedlisko do remontu niecałe 60 km od Krakowa, gdzie w 2019 roku się przeprowadziliśmy. Długo się nim nie nacieszyliśmy, ponieważ zaraz potrącił mnie samochód i wówczas, ze względu na brak perspektyw w Krakowie, wróciliśmy z powrotem do Pułtuska, gdzie mieszkamy do dziś. Niestety siedlisko byliśmy zmuszeni sprzedać, gdyż w ówczesnej sytuacji nie mieliśmy innego wyjścia.

Może opowiedzieć Pan coś więcej o tradycyjnym gospodarstwie, które ma powstać w przyszłości?

„Tradycyjne Gospodarstwo Wiejskie” ma być w naszym zamyśle gospodarstwem agroturystycznym z misją, z przesłaniem. Aktualnie musimy ograniczyć się do przygotowań merytorycznych. Gromadzimy niezbędną literaturę, przyswajamy wiedzę, zaznajamiamy się z przepisami oraz planujemy. Inwentaryzujemy oraz zabezpieczamy różne przedmioty na poczet mającego się utworzyć tradycyjnego gospodarstwa. Są to różnego typu przedmioty gospodarstwa domowego wyprodukowane do lat 80-tych XX-go wieku, których pełną listę można znaleźć na naszej stronie. W gospodarstwie ma również funkcjonować czytelnia (zbieramy książki, inwentaryzujemy i póki co przechowujemy w kartonach w budynku gospodarczym) oraz świetlica z grami, puzzlami i zabawkami dla dzieci. Zależy nam na wzmacnianiu i integracji rodzinnej. W dzisiejszym zwariowanym świecie nie jest ona taka oczywista i naturalna jak dawniej.

Czy po wypadku był moment rezygnacji, czy wręcz przeciwnie, nigdy nie zwątpił Pan w realizację marzeń?

Był moment zwątpienia, ale tylko chwilowy. Zwątpiłem, gdy leżałem w szpitalu i samodzielnie było mi ciężko przekręcić się nawet z jednego boku na drugi. Straciliśmy wtedy cały inwentarz zwierzęcy: gołębie, kaczki, kury, króliki i jednego indora. Zostały z nami tylko nasze psy. Nie wiem w sumie czy można nazwać to momentem zwątpienia. Raczej niepewności co teraz będzie. Chyba tak naprawdę nigdy nie zwątpiłem w realizację naszych zamiarów – po prostu ze względu na naszą sytuację materialną odsunęło się to wszystko w czasie. Cały czas myślimy skąd wziąć fundusze na zakup siedliska. Jestem osobą konsekwentną – prędzej czy później dopnę swego. Byleby zakupić grunt, na podstawie odpowiednich umów cywilno-prawnych użyczyć go fundacji i można zacząć działać pełną parą. Myślę, że znajdą się dotacje, sponsorzy i darczyńcy jak tylko będzie grunt, jak tylko zakupimy siedlisko. Można by rzec „grunt to mieć grunt”. Oczyma wyobraźni już to wszystko widzę – hodowla rodzimych zwierząt gospodarskich, transmisje online na YT/FB z codziennego obrządku, z opieki nad inwentarzem, wydarzenia związane z rocznicami historycznymi, pokazy produkcji octów, wina, tuszonek, zabiegów pielęgnacyjnych w sadzie, prezentacja strojów ludowych, historycznych etc. Z rozeznania już wiem, że znalazłoby się wielu chętnych na tego typu treści, produkty i usługi. Zwłaszcza wśród mieszkańców dużych miast. Może jeszcze dodam, że w statucie mamy zapis, iż zarząd fundacji może pozostawać w stosunku pracy do fundacji, pobierając wynagrodzenie nie wyższe, niż aktualnie obowiązująca najniższa krajowa.

Czy myśli Pan, że zainteresowanie ludzi, a zwłaszcza młodzieży, kulturą ludową jest w dzisiejszych czasach jeszcze możliwe?

Trudne pytanie… Kwestia wychowania – szkoły, rodziców, środowiska, kwestia kampanii społecznych, kwestia mediów, a chyba przede wszystkim „celebrytów” – idoli młodzieży w największym stopniu kształtujących kulturę masową. Wnioskujące ze statystyk naszej strony FB, to jednak najwięcej odbiorców mamy w przedziale wiekowym 35-44 jeżeli chodzi o kobiety, zaś w przypadku mężczyzn 25-34. Na grupie jest to wyrównane i zarówno mężczyzn jak i kobiet najwięcej jest w przedziale wiekowym 35-44.

Brak opisu.

Z jakim odbiorem spotyka się Pana działalność?

Ze skrajnym. Od naprawdę bardzo wielu miłych komentarzy, prywatnych wiadomości na FB, poprzez wyzwiska, kpiny i wyśmiewanie. Ale ja się tym nie zrażam. Mój śp. dziadek, patron naszej fundacji, mówił, że trzeba robić swoje. Więc robię swoje. Zastanawiający jest jednak fakt, jak wiele osób „Tradycyjną Polską Wieś” odbiera w sposób pejoratywny … Naprawdę nie wiem co może być złego w uczciwej pracy na roli, przywiązaniu do tradycji, szacunku do ojców/dziadów i ojczyzny. Nie ocenia się ludzi przez pryzmat ich pochodzenia. I mówię to ja – mieszczuch wychowany w samym środku Krakowa. Gros osób myśli schematycznie, stereotypowo. Ocenia niestety książkę po okładce – nie wczytuję się w treść, nie patrzy na nasze cele statutowe. Zawsze wtedy dla przykładu przywołuję książkę Wiesława Myśliwskiego „Traktat o łuskaniu fasoli”, która to nie jest o łuskaniu fasoli. Każdy też indywidualnie interpretuje słowa „Tradycyjna Polska Wieś” – czasami dochodzi do różnych wirtualnych niesnasek. Spotykam się również z niezrozumieniem, że można coś robić pro publico bono i nie podchodzić materialistycznie do życia – nie zależy nam na zbytku, nie pragniemy willi z basenem, nowych samochodów czy też markowych ubrań. Wychowywano nas m.in. podług zasady, iż nie szata zdobi człowieka, a bycie bogatym niekoniecznie oznacza posiadanie wielkich sum pieniędzy. Według nas miarą sukcesu nie jest również intratna posada. Sukcesem jest przeżyć życie szczęśliwie, z pożytkiem dla innych.

Jak można wesprzeć fundację?

Tak jak napisaliśmy na naszej witrynie internetowej: jedną z form pomocy jest wpłata na nasze konto, które nie przypadkowo otworzyliśmy w polskim banku. Prosimy w tytule płatności wpisać „Darowizna na działalność statutową Fundacji”. Dane do przelewu: “Tradycyjna Polska Wieś” Proszowicka Fundacja im. Franciszka Śmiecha, ul. Sosnowa 5, 06-100 Pułtusk Konto bankowe (PKO BP): 58 1020 3453 0000 8502 0324 6170 Dane do wpłat z zagranicy: IBAN: PL 58 1020 3453 0000 8502 0324 6170 BIC (kod SWIFT): BPKOPLPW Wpłata na rzecz naszej organizacji jest podstawą podczas rozliczania PIT do skorzystania z ulgi za darowizny. Formą pomocy będzie również pomoc w rozpowszechnianiu treści jakie zamieszczamy na naszym facebookowym funpage’u. Prosimy o polubienia, udostępnianie naszych postów oraz zaproszenie do tego swoich znajomych. Aktualnie również poszukujemy pracy bliżej Pułtuska.

Życzę Panu, żeby marzenie o gospodarstwie agroturystycznym jak najszybciej się spełniło. Bardzo dziękuję za rozmowę.

linki:

https://www.facebook.com/TradycyjnaPolskaWies

www.tradycyjnapolskawies.pl

https://www.youtube.com/channel/UCELzbcyR_rhEwlqSqF81mFg