REKLAMA

Data publikacji: 16 maj 2020

ŻOŁNIERZ I KAPŁAN - Ks. prał. Stanisław Borek (1919-1971). Wychowanek pułtuskiego Gimnazjum i Liceum Męskiego im. Piotra Skargi

ŻOŁNIERZ I KAPŁAN - Ks. prał. Stanisław Borek (1919-1971). Wychowanek pułtuskiego Gimnazjum  i Liceum Męskiego im. Piotra Skargi

Jego życie było pełne cierpienia, tułaczki, głębokiej wiary i patriotyzmu. Chłopak z kurpiowskiej biednej wsi przeszedł przez pół świata. Najważniejsze etapy jego życia, to wieś Dąbrowa, miasto młodości - Pułtusk, wojenna poniewierka – obóz w Kozielsku, armia Andersa - Persja, Irak, Palestyna, Egipt, Włochy, krwawy bój – Monte Casino, probostwo – Swindon (100 km od Londynu), Porządzie – cmentarz parafialny.

Urodził się 9 maja 1919 r. w pięknej kurpiowskiej wsi Dąbrowa (14 km od Wyszkowa) leżącej w sercu Puszczy Białej. Wieś należała wówczas do parafii Obryte (8 km), a od 28 października 1927 r. do parafii Porządzie (4 km). Z racji na piaszczystą ziemię żytnio – kartoflaną wieś zaliczana była raczej do biednych, mieszkańcy prowadzili tam życie skromne. We wsi była pięcioklasowa szkoła, w której nauczycielem i kierownikiem w okresie międzywojennym byli Jan Pogorzelski i Czesław Dubiejek, obaj związani z Pułtuskiem. To również w tej wsi w 1932 r. urodził się i wychował prof. Seweryn Marek Pogorzelski (1920-1999), najwybitniejszy w Polsce naukowiec i specjalista w dziedzinie teorii pola elektromagnetycznego i projektowania złożonych systemów antenowych. Z tej wsi pochodził również starszy od ks. Borka ks. Józef  Szulecki (1909-1988) kapłan, który tak wiele wycierpiał jako więzień obozu w Dachau. Wieś Dąbrowa może pochwalić się również swoją dawną kurpiowską tradycją tj. wieloma pięknymi obyczajami.

Rodzicami Stanisława Borka byli Jan i Wiktoria z Biernackich, mający własne gospodarstwo. Posiadali siedmioro dzieci: ks. Stanisław, Marianna, Anna, Janina (wszystkie trzy po ślubie mieszkały w Chmielewie), Kazimierz (Dąbrowa), Teodozja (Topolnica), najmłodsza Zofia (mieszka w Komorowie).

Religijna atmosfera rodzinnego domu odegrała ważną rolę w życiu Stanisława. Do kościoła parafialnego w Obrytem miał 8 km. Do szkoły powszechnej chodził w rodzinnej wsi w Dąbrowie.

W swoich wspomnieniach prof. S. M. Pogorzelski napisał: „Mimo trudnych i raczej prymitywnych warunków nauki uczniowie wynosili ze szkoły jakiś zasób podstawowych wiadomości, a to już dużo, jeśli się weźmie pod uwagę, że analfabetyzm we wsi był częsty. Czy byli tacy, którzy poszli dalej? Trzeba stwierdzić, że choć bardzo rzadko, ale byli. Jednym z nich był Stasiek Borek, szczupły niewysoki chłopiec, starszy o rok ode mnie. W dąbrowskiej szkole uczył się dobrze. Jak daleko moja pamięć sięga, zawsze słyszałem, że Stasiek „idzie na księdza”. Nie wiem zupełnie, w jakim stopniu było to jego rzeczywiste powołanie, a w jakim życzenie rodziców, żeby syn zrobił karierę (takie wypadki nieraz się zdarzały). Ale oddajmy głos faktom. W 1931r., na rok przede mną, Stasiek zdał egzamin do pułtuskiego gimnazjum. „Stał” na stancji, uczył się z chłopską zawziętością dobrze, czy bardzo dobrze. Przechodził z klasy do klasy, był zawsze o rok wyżej ode mnie”.[1]

W 1938 r. Stanisław zdał maturę w znanym i cenionym Liceum im. ks. Piotra Skargi w Pułtusku. W rozmowach z Polakami i Anglikami często podkreślał z dumą, że był absolwentem bogatego w tradycję pułtuskiego liceum męskiego. Ten fakt poświadczył w jednym z listów jego najbliższy kolega proboszcz parafii w Oxfort ks. A. Rataj.   W rozmowach ze znajomymi ks. Stanisław mówił, że w Pułtusku zdobył nie tylko wiedzę, ale i lekcję głębokiego patriotyzmu i religijności.  W tym czasie poznał bogatą historię Pułtuska a miłość do tego miasta nosił w sercu do końca życia.

W czasie szkolnym dojrzewał również religijnie w cieniu pułtuskiej kolegiaty, gdzie proboszczem był wówczas ks. prał. Józef Michnikowski (zmarł na skutek choroby po aresztowaniu przez Niemców) a jednym z wikariuszy ks. Stefan Zielonka, wybitna postać, późniejszy męczennik obozu w Dachau, gdzie stracił życie ratując innych na kilka dni przed wyzwoleniem obozu „jako ofiara kapłańskiej miłości do bliźnich”. Stanisław w czasie nauki w Pułtuska otarł się więc o heroicznego i świętego kapłana. Wzór gorliwości kapłańskiej widział z pewnością również w osobie ks. Aleksandra Zalewskiego (1869-1949), budowniczego kościoła, proboszcza rodzinnej wówczas parafii Obryte. Być może te rodzinne i pułtuskie doświadczenia pomogły mu później w odczytaniu powołania kapłańskiego.

W 1938 r. rozpoczął, jak wielu jego kolegów z pułtuskiego liceum naukę w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. Nic dziwnego, że poniosła go ułańska fantazja, przecież pochodził z kurpiowskiej wsi i kochał konie. Kampanię wrześniową w 1939 r. przebył w szeregach 3 Pułku Szwoleżerów w Suwałkach. Dnia 23 września 1939 r. rozpoczął się dla niego okres tułaczki. Najpierw przebywał w obozie internowanych na Litwie, następnie 12 lipca 1940 r. rozpoczął się dla niego okres niewoli w Rosji w obozie w Kozielsku, po czym został osadzony w łagrze na północy Rosji. Można powiedzieć, że w cudowny sposób ocalał i nie podzielił losu polskich żołnierzy w Katyniu. Czuwała nad nim Matka Boża, bo po amnestii odzyskał wolność i dnia 15 sierpnia 1941r. w święto Wniebowzięcia MB dotarł do polskiej armii organizowanej przez gen. Władysława Andersa.

Jako sierżant podchorąży przeszedł z tą armią, przez Bliski Wschód: Persję, Irak, Palestynę, Egipt do Włoch. W duchu wiary bardzo głęboko przeżył pobyt w Ziemi Świętej i możliwość zwiedzenia miejsc świętych. Była to kolejna okazja do pogłębienia wiary.

W swojej karierze wojskowej miał dwa etapy najpierw kawalerzysta potem pancerniak, jak mówił musiał przesiąść się z konia na czołg. Po dotarciu do Włoch w stopniu podporucznika 4 Pułku Pancernego brał udział w bitwie pod Monte Cassino, walczył o Ankonę, Cesano i Metauro. Kolejny cud w jego młodym życiu zdarzył się 19 sierpnia 1944 r., kiedy to został ciężko ranny pod Cesano i Metauro na „linii Gotów. Było to podczas odprawy oficerów, kiedy pocisk uderzył w jedno z pomieszczeń i zabił 11- tu z nich, ocalał tylko jeden, ciężko ranny w nogi Stanisław. Przypadek, czy raczej cud? Lekarz chciał mu amputować obydwie nogi, ale dano mu szansę na wyzdrowienie i wygrał. Cały czas odczuwał rękę opatrzności Bożej. To właśnie podczas pobytu w szpitalu złożył ślub, że jeśli przeżyje i wyzdrowieje, to przez dalsze swoje życie będzie służył Bogu i Ludziom.

Przez kilka miesięcy leczył się w szpitalu we Włoszech a następnie w Anglii, gdzie przechodził długą rekonwalescencję. Ciągle ponawiał swój ślub, że jeśli wróci do zdrowia, to zostanie księdzem. Powoli realizowało się jego dziecięce skryte marzenie, aby zostać księdzem. Na drodze do kapłaństwa wspierał go ks. infułat Bronisław Michalski z Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. W 1945 r. po otrzymaniu urlopu z wojska rozpoczął studia teologiczne w średniowiecznym mieście Wigan w St. Joseph's College Upholland (w seminarium duchownym). 

Ks. Stanisław po 5 latach dnia 3 czerwca 1950 r. przyjął święcenia kapłańskie. Trudno sobie wyobrazić, co czuł w dniu swojej prymicji, kiedy u jego boku brakowało mu ukochanych rodziców i rodzeństwa. Podczas mszy prymicyjnej najbliższą rodzinę zastąpili mu licznie przybyli wierni, co poświadcza zachowana fotografia. Po święceniach został skierowany do pracy w Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. Od 13 września 1950 r. pracował w średniowiecznym mieście w Ipswich. Po II wojnie światowej osiedliło się tu wielu Polaków, którzy znaleźli tu pracę. W Ipswich była też polska parafia pw. św. Stanisława Kostki, w której przez trzy lata wikariuszem był ks. Stanisław.

1 września 1953 r. ks. Stanisław w wieku 34 lat został mianowany proboszczem w polskiej parafii w Swindon w hrabstwie Wiltshire. Po II wojnie światowej nastąpił znaczny rozwój tego miasta spowodowany napływem ludności z przeludnionego Londynu oraz napływem Polaków m.in. byłych żołnierzy. W nowej parafii ks. Stanisław z wielkim zapałem przystąpił do pracy duszpasterskiej oraz narodowej. Nigdy nie mógł się pogodzić z powojennym komunistycznym losem Polski, z drugą formą okupacji i uzależnienia od ZSRR. Tym bardziej wśród swoich parafian budził ducha patriotyzmu. Zachęcał parafian do słuchania Radia Wolna Europa.  Jako były żołnierz był przekonany, że trzeba dalej walczyć o wolną i niepodległą Polskę.

Z wielką gorliwością prowadził w parafii Akcję Katolicką, drużynę harcerską i przede wszystkim polską szkołę, w której około 300 dzieci uczyło się języka polskiego, historii i geografii Polski oraz religii. Jako duszpasterz polonijny zaszczepiał i pielęgnował wśród parafian ducha polskości. Uczył kochać Polskę, do której on sam i wielu jego parafian nie mogło powrócić. W Polsce trwał stalinowski terror. Dobrze wiedział, że za to, co robił dla Polaków w Anglii mógł być w komunistycznej Polsce natychmiast aresztowany. Tęsknił za Polską i rodziną. Odwiedziny w Polsce odkładał na lepsze czasy wierząc, że kiedyś przyjedzie do wolnej Ojczyzny. Stało się jednak inaczej.

W tym czasie zaprzyjaźnił się z Piotrem Szeflerem urodzonym w Grudusku, późniejszym księdzem, profesorem biblistą, również kapłanem z diecezji płockiej, wcześniej nauczycielem, którego los w czasie II wojny światowej również rzucił na obczyznę a pod koniec wojny do Anglii, gdzie jako wojskowy szkolił polskich spadochroniarzy. Ks. prof. P. Szefler był jego serdecznym kolegą i pośrednikiem w przekazywaniu korespondencji między ks. Stanisławem a biskupem płockim i rodziną w Polsce. Często bywał w Dąbrowie.

Ciąg dalszy nastąpi za tydzień.

Ks. D. T. Kisiel

Tagi: #armia Andersa #Historia #Ks. prał. Stanisław Borek #Liceum im. Piotra Skargi #Londyn #Monte Casino #Pułtusk #Puszcza Biała #Włochy

REKLAMA

Zobacz także

Komentarze

Dodaj komentarz jako pierwszy