REKLAMA

Data publikacji: 7 lip 2024

Pułtuszczanka, która ukończyła Cambridge! Wywiad z Mają Radecką

Pułtuszczanka, która ukończyła Cambridge! Wywiad z Mają Radecką

Zapraszamy Państwa do przeczytania krótkiej rozmowy, w której Maja Radecka zdradza nam, co trzeba zrobić żeby dostać się do jednej z najlepszych uczelni na świecie oraz czym różni się nauczanie w Wielkiej Brytanii od tego w Polsce. Z Mają rozmawiał Jan Kisiel.

JK: Czytając Twój wpis na Facebooku zauważyłem, że już od dziecka brałaś pod uwagę swój dalszy rozwój za granicą. Czy to od zawsze był Cambridge?

MR: Co ciekawe, nie zawsze. W podstawówce przeczytałam Hobbita i zafascynowałam się fantastyką i Tolkienem. Jak dowiedziałam się, że był profesorem na Oxfordzie, to pierwotnym planem był wyjazd na Oxford, jednak odkąd moją główną pasją stała się fizyka i Tolkiena zastąpił Hawking, to tak - Cambridge od razu stało się moim celem.

JK: Każdy z nas, jako nastolatek ma jakieś plany związane z dalszą edukacją, jednak Twoje były - delikatnie mówiąc - wymagające. Mimo to udało Ci się je zrealizować. W jaki sposób można się dostać na Cambridge? Jakie warunki trzeba spełniać?

MR: Trzeba pomyśleć o tym dużo wcześniej, bo aplikację na uczelnię należy złożyć na początku ostatniej klasy liceum. Trzeba załączyć opinię od nauczyciela (u mnie był to mój nauczyciel fizyki z liceum), list motywacyjny, w którym opisuje się dlaczego chce się studiować ten kierunek i jakie sukcesy ma się dotychczas na tym polu. Jest również test wstępny. Jak się go dobrze napisze, to jest się zaproszonym do Cambridge na rozmowę (tak zwany “interview”), na której trzeba odpowiedzieć na pytania o sobie, ale też rozwiązać różne zadania z fizyki, matematyki czy innego przedmiotu, na który się aplikuje. Gdzieś w styczniu/lutym dostaje się odpowiedź od uniwersytetu czy oferują ci miejsce czy nie - jeśli ma się zaoferowane miejsce, to trzeba spełnić wymagania, jakie postawią - czyli odpowiednio wysoka ocena z matury i egzaminu z angielskiego.

JK: To bardzo ciekawe, że nie są to tylko testy, ale też rozmowa ,,o sobie", choć na myśl o interview w Cambridge ogarnia mnie lekkie przerażenie. Jak wspominasz okres nauki w Wielkiej Brytanii? Jakie są największe różnice pomiędzy nauczaniem w Polsce?

MJ: Naukę w Cambridge wspominam bardzo dobrze, ale nie ukrywam, że było bardzo trudno. Z rozmów z przyjaciółmi z Polski wynika, że największe różnice są chyba w całej strukturze nauczania i podejściu do studenta. W Cambridge, ale też ogólnie w UK, jest o wiele większy nacisk na samodzielną naukę - wykłady i semestry są krótsze, przez co trzeba samemu rozplanować sobie naukę i mieć dużo dyscypliny, aby trzymać się tego planu. Egzaminy są o wiele rzadziej - zazwyczaj tylko na koniec roku i nie można ich poprawiać - jeśli nie zda się odpowiedniej liczby egzaminów to po prostu jest się wyrzuconym ze studiów, więc pod tym względem jest to na pewno o wiele bardziej stresujące niż w Polsce. Ale z drugiej strony, w Cambridge jest bardziej wyrozumiałe i indywidualne podejście do studenta niż w Polsce - wykładowcy często kazali mówić do siebie na ty, a między wykładami mieliśmy z nimi zajęcia w małej grupie, na których mogliśmy pytać o wszystko czego nie rozumiemy i zazwyczaj im więcej pytań mieliśmy tym lepiej. Sama specyfika mojego kierunku jest też bardzo odmienna od polskich standardów - na Natural Sciences mogłam wybrać dowolną kombinację przedmiotów ścisłych i dopiero wyspecjalizować się w jednym (fizyce) przed licencjatem. Dzięki temu na pierwszym roku oprócz fizyki studiowałam też Earth Sciences i Materials Science i bardzo miło wspominam ten czas, a wiedzę z geologii nadal wykorzystuję na wycieczkach, męcząc rodzinę czy przyjaciół nazwami kamieni, po których deptamy.

JK: To luźne podejście i przełamywanie bariery komunikacyjnej poprzez zwracanie się ,,na Ty" do wykładowców na pewno pomaga w łatwiejszym i bardziej wnikliwym zrozumieniu zagadnień. Obawiam się jednak, że w naszej kulturze mogłoby być to wykorzystane przez studentów. Ale wracając do rozmowy, mimo wysokiego poziomu udało Ci się ukończyć uczelnie i dziś jesteś magistrem fizyki czwartej najlepszej uczelni na świecie! Jakie masz plany zawodowe?

 

MR: Od września zaczynam doktorat w Max Planck Institute of Chemistry w Niemczech - będę tam pracować nad fizyką/chemią atmosfery, głównie nad modelowaniem aerozoli w powietrzu - jest to jeden z moich ulubionych tematów już od jakiegoś czasu.

 

JK: Brzmi bardzo ciekawie, choć nie będę ukrywał, że kompletnie nie mam pojęcia czym jest ,,modelowanie aerozoli". Maju, pamiętam jak jeszcze uczyłaś się w Pułtusku. Byłaś prymusem szkoły w pułtuskiej ,,Klaudynce". Wielokrotnie pisaliśmy o Tobie na naszym portalu ze względu na Twoje sukcesy w nauce, ale także sukcesy sportowe. Czy nadal uprawiasz sport i czy pomaga on w codziennym życiu?

 

MR: Nadal uprawiam sport - mimo, że dawno porzuciłam już ściganie na najwyższym poziomie, to nie byłabym w stanie zrezygnować z mojego ulubionego hobby. W Cambridge miałam szansę spróbować wioślarstwa, ale byłam też częścią uniwersyteckiej drużyny triathlonowej - poznałam tam wielu wspaniałych ludzi i treningi to jedne z moich najdroższych wspomnień z Cambridge. Lata spędzone w pułtuskim Posejdonie zaprocentowały, bo na trzecim roku byłam kapitanem i trenerem pływania, a na czwartym zostałam prezydentem całego klubu triathlonowego.  

 

JK: Pamiętam, że bardzo często można było spotkać Ciebie wraz z bratem i rodzicami podczas biegania lub na rowerach. Ten widok zawsze mi imponował, że całą rodziną mogliście realizować wspólną pasję. Jak ważne było dla Ciebie wsparcie rodziny?

 

MR: Wsparcie rodziców i nauczycieli było dla mnie bardzo ważne. Nigdy nie usłyszałam od nich, że coś jest za trudne albo niemożliwe i wspierali mnie w każdej decyzji i przedsięwzięciu jakiego się podejmowałam. Ciężko by było to wszystko osiągnąć bez nich i bez dodatkowego "kopa", aby robić coś więcej niż na lekcjach - basen po szkole, branie udziału w konkursach, itp - z perspektywy czasu wydają się to takie błahostki, ale nauczyły mnie one dyscypliny i cierpliwości już od najmłodszych lat. Po prostu też miałam szczęście wychować się w takim kochającym środowisku i uważam, że bez tego nie dałabym rady tego dokonać.

 

JK: Miałaś dużo szczęścia ale nie zmarnowałaś go, a dzięki ciężkiej pracy wykorzystałaś ten potencjał w stu procentach. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów! Dziękuję za rozmowę!

 

MR: Dziękuję Janku, bardzo mi miło!

 

 

 

 

autor: J K

Tagi: #wywiad #Pułtusk

REKLAMA

Zobacz także

Komentarze

Dodaj komentarz jako pierwszy