REKLAMA

Data publikacji: 17 mar 2024

Jak do tego doszło...?

Jak do tego doszło...?

Niedziela, rynek w Pułtusku i taki widok. Komuś przeszkadzał znak drogowy, ktoś wyładował na znaku swój nadmiar energii czy nieostrożny kierowca uszkodził nie tylko znak ale i swoje auto? Widok, jaki jest każdy widzi a jak do tego doszło, to już zagadka.

To nie pierwszy znak, który ucierpiał. Na pułtuskim rynku niejednokrotnie napotykamy wyłamane znaki, głównie przy fontannie na brukowanej płycie rynku i w tym miejscu, w którym aktualnie widzimy zdewastowane oznakowanie. Dlatego też postanowiliśmy w końcu ten problem poruszyć. Ciekawostką jest fakt, że wyrwane znaki można napotkać zazwyczaj po weekendzie... 

Nie wiadomo, czy nieostrożni kierowcy cofając taranują znaki, czy to efekt "siłacza" który testował wytrzymałość znaku. Być może uda ustalić się przyczynę tych zjawisk za pomocą monitoringu, którym objęty jest rynek. 

Faktem jest, że znaki, to wydatkowane fundusze publiczne - każdy taki przypadek równoznaczny jest z wydatkiem z budżetu gminy. 

REKLAMA

Tagi: #Pułtusk #zagadka

Bądź na bieżąco, obserwuj nas na
Google News

REKLAMA

Zobacz także

Komentarze

Dodaj komentarz jako pierwszy

Udostepnij

Jak do tego doszło...?

Jak do tego doszło...?