/Pułtuszczanka w teledysku Mariny Łuczenko-Szczęsnej

Pułtuszczanka w teledysku Mariny Łuczenko-Szczęsnej

Występy tambumajorek wykonujących widowiskowe układy z buławą robią wrażenie. Jedną z nich jest pułtuszczanka Karolina Pepłowska, która tajniki skomplikowanej sztuki żonglerskiej zaczęła zgłębiać w naszej miejscowej orkiestrze dętej. Dzięki wytrwałej pracy Karolina trafiła do OSP Nadarzyn, czyli do orkiestry, która odnosi liczne sukcesy w prestiżowych zawodach organizowanych w Polsce i za granicą. Ostatnio pułtuszczanka wystąpiła jako tamburmajorka w najnowszym teledysku Mariny Łuczeko-Szczęsnej. Karolina opowiedziała nam o kulisach współpracy z piosenkarką i o swojej pasji.

Jan Kisiel: Kiedy rozpoczęłaś swoją przygodę z orkiestrą i dlaczego akurat jako tamburmajorka?

Karolina Pepłowska: Swoją przygodę zaczęłam w 2010 roku w Orkiestrze Dętej OSP Pułtusk jako tamburmajorka w ramach naboru do zespołu. Przyszłam na próbę razem z kilkoma koleżankami z klasy (byłyśmy wtedy w gimnazjum). W międzyczasie dziewczyny się zmieniały, a ja zostałam w tej roli do dziś. Wydaje mi się, że nie wyróżniałam się specjalnie, natomiast od początku bardzo się zaangażowałam. Lubiłam uczyć się żonglerki nie tylko na próbach z Moniką Atras (instruktorka), ale także na własnym podwórku, co przynosiło znaczne efekty. Dodatkowo, kapelmistrz – Andrzej Kalinowski uczył nas dyrygować orkiestrą w tempo, rozpoczynać oraz kończyć utwory marszowe, a także prowadzić muzyków podczas przemarszu. Każda z dziewczyn miała równe szanse, ale nawet nie wiem jak i kiedy to się stało, że zostałam główną prowadzącą.

J.K.: Pełnienie takiej funkcji to oczywiście wyróżnienie, ale chyba też spore wyzwanie?

K.P.: Tak, najbardziej stresujące było dla mnie prowadzenie przemarszów orkiestry, ponieważ musiałam być bardzo skupiona, aby 40 osób za mną wiedziało jaki jest mój plan, kiedy wszyscy powinni zacząć maszerować, a kiedy przestać, w którym momencie rozpocząć i zakończyć utwór, a w międzyczasie wykonywać układ wraz z zespołem tamburmajorek polegający na żonglowaniu buławą. Towarzyszący mi stres był również moim motywatorem, ponieważ po każdym występie, który wykonałam na zadowalającym poziomie (dla siebie, ale również dla osób idących za mną) przynosiło mi ogromną satysfakcję, że to potrafię i czuję się w tym dobrze. Wydaje mi się, że to cecha mojej osobowości, stres mnie motywuje do działania. Po kilku latach w tej roli przyszedł czas na wyprowadzkę do Warszawy na studia i tu większość (ja także) myślała, że mój etap się kończy, natomiast nadal wiernie przyjeżdżałam na weekendy, aby wystąpić z orkiestrą.

J.K.: Jak trafiłaś z Pułtuska do OSP Nadarzyn?

Pewnego dnia Zarząd Orkiestry wysłał mnie na szkolenie dla Tamburmajorów z najlepszym specjalistą w Polsce – Mirosławem Chilmanowiczem. Na warsztatach sam prowadzący zaprosił mnie do Orkiestry OSP Nadarzyn, której jest założycielem. Orkiestra kilkukrotnie była Mistrzem Polski, a także zdobyła m.in. Mistrzostwo Świata w konkurencji Street Parade w Tajlandii. Na początku nie łatwo było wejść w grono kilkudziesięciu zaprzyjaźnionych osób, ale jak widać, ciężka praca się opłaciła. Tu dodatkowo mogę się rozwijać na każdej próbie, ćwicząc układy taneczne i coraz wyższe podrzuty buławą, natomiast najwięcej zawdzięczam orkiestrze pułtuskiej, która mi zaufała i to dzięki niej mogłam zajść tak daleko.

J.K.: Jakie były kulisy Twojego udziału w teledysku? Czy udało Ci się poznać z Wojtka Szczęsnego, który również występuje w teledysku?

K.P.: Agencja tworząca teledysk do nowego singla Mariny zgłosiła się do Orkiestry OSP Nadarzyn z propozycją wystąpienia kilku członków organizacji w teledysku zaledwie 2 dni przed nagraniem. Po obejrzeniu orkiestrantów z ich „instrumentami” wybrali konkretne osoby. W tym czasie byłam na wyjeździe górskim, z którego musiałam wcześniej wrócić, aby moc zrealizować projekt. Do teledysku zostały wybrane dwie osoby z perkusji, puzonista oraz tamburmajorka. Dostaliśmy informacje o wyznaczonym terminie oraz godzinie, natomiast po przyjeździe na miejsce okazało się, że lokalizacja na scenę z nami będzie się odbywać w innym miejscu. Po obejrzeniu teledysku zrozumiałam, że we wcześniejszym czasie w pierwotnej lokalizacji była kręcona scena z Wojtkiem Szczęsnym, więc niestety nie udało mi się go poznać. Realizacja klipu odbywała się bardzo przyjemnie. Występowała niesamowita grupa cheelederek. Nasza scena była kręcona w nocy, więc nie ukrywam, że już miałam pomysł, aby się chwilę zdrzemnąć, ale wtedy dostaliśmy informację, aby być w gotowości. Po odpowiednim ustawieniu na planie Marina stała przede mną i wyciągnęła rękę na przywitanie 🙂 Nagrywanie naszej sceny przebiegło sprawnie, bez narzuconych standardów, dzięki czemu mogliśmy robić to, w czym czujemy się najlepiej. Po wszystkim mogliśmy wrócić do domu około 4 nad ranem.

J.K.: Czy pierwszy raz uczestniczyłaś w takim projekcie?

K.P.: Orkiestra OSP Nadarzyn występowała kiedyś ze Zbigniewem Wodeckim i w teledysku Kayah. Co roku jesteśmy również zapraszani przez Jurka Owsiaka na otwarcie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (zapraszam tego dnia do oglądania DD TVN). Zespół wyjeżdża również na przeróżne festiwale za granicę, co niestety w ostatnim czasie znacząco ograniczył koronawirus. Mimo to, w mojej czteroletniej przygodzie udało mi się koncertować w różnych krajach Europy, a także w Omanie czy Chinach. Największym naszym ostatnim osiągnięciem jest udział w trasach koncertowych jednego z topowych polskich piosenkarzy – Dawida Podsiadły. Były to ogromne widowiska na stadionach w: Gdańsku, Wrocławiu, Chorzowie. Na największym koncercie było 60 tysięcy osób.

fot. Facebook Dawid Podsiadło

J.K.: Dziękuję za rozmowę i życzę Ci kolejnych sukcesów.

K.P.: Również bardzo dziękuję.