/Hubert Karpiński: Nadnarwianka utrzyma się w IV lidze [WYWIAD]

Hubert Karpiński: Nadnarwianka utrzyma się w IV lidze [WYWIAD]

Fot. PułtuskNEWS

“Kluczowa była porażka w pierwszym meczu, w Wołominie, gdzie byliśmy lepszą drużyną. Gdyby to wszystko zaczęło się od wygranej, zespół funkcjonowałby inaczej” – ocenia Hubert Karpiński, który prowadził Nadnarwiankę od 1. do 11. kolejki sezonu IV ligi. Szkoleniowiec podsumował dla Pułtusk.News okres swojej pracy przy Daszyńskiego.

Mateusz Leleń: – Panie trenerze, co robi pan po rozstaniu z Nadnarwianką? Powrót do pracy z juniorami?

Hubert Karpiński: – Wciąż doradzam w dwóch akademiach w Warszawie. Chodzi o metodologię, teorię szkoleniową. Generalnie chcę skupić się jednak na piłce seniorskiej.

Z pewnością zna pan wyniki Nadnarwianki po pana odejściu: pięć punktów w trzech meczach. Czy zwycięstwo z Hutnikiem było zaskoczeniem?

Nawet byłem na tym spotkaniu. Uważam, że moja praca nie została dokończona. Budowanie zespołu to proces, który musi trwać dwa-trzy miesiące, czasem rok, a my musieliśmy tworzyć drużynę na ostatnią chwilę. Mieliśmy dużo nowych zawodników, budowaliśmy właściwie od zera.

Ilu z nowych piłkarzy sam ściągnął pan do Pułtuska?

Większość zawodników była sprowadzonych przez klub. Ja ściągnąłem trzech-czterech. Trzeba pamiętać, w jakiej działaliśmy sytuacji, gdy wielu piłkarzy miało już umowy z innymi zespołami.

Czy jest w panu przekonanie, że gdyby przygotowania do rundy trwały dłużej, to drużyna zdobyłaby więcej punktów?

Na pewno potrzeba było czasu w wielu aspektach, na przykład w realizacji zadań stawianych zawodnikom. Były mecze, w których zabrakło nam doświadczenia, zimnej krwi, cwaniactwa. Czasem decydowały proste błędy. Było jednak widać, że ta drużyna zacznie punktować.

Wydawało się, że moment zwrotny może nastąpić w Żurominie. Prowadziliście do ostatniej minuty i przegraliście 1:2. To mogło podciąć skrzydła.

Dla mnie to w ogóle był szczególny mecz, bo pochodzę z Żuromina, tam grałem w piłkę. Prowadziliśmy, nic nie zapowiadało, że możemy przegrać… Ale moim zdaniem kluczowa była porażka w pierwszym meczu, w Wołominie, gdzie byliśmy lepszą drużyną. Gdyby to wszystko zaczęło się od wygranej, zespół funkcjonowałby inaczej.

Byłem w Wołominie i widziałem bardzo dobry mecz Nadnarwianki. W kolejnych dwóch-trzech zawodnikom jednak wyraźnie brakowało sił w końcówkach.

Tak naprawdę byliśmy w trakcie przygotowań, a jak to mówią: lepiej być nieprzetrenowanym niż niedotrenowanym. Musieliśmy dozować obciążenia. Zawodnicy zaczynali z różnych pułapów, niektórzy od zera. Pracowaliśmy nad tym z moim asystentem. Wykonaliśmy dużo dobrej pracy pod względem sportowym, organizacyjnym, pokazaliśmy zawodnikom choćby jak kontrolować zmęczenie. Staraliśmy się przekazać im całą naszą wiedzę. Cóż, wiadomo, że gdybyśmy mieli 15 punktów, to nikt nie chciałby zwalniać Karpińskiego, ale potoczyło się to inaczej…

A pan dostał jakieś ultimatun w trakcie rundy?

Nie. Nie miałem ultimamtum.

Ale decyzja o rozstaniu była zaskoczeniem?

Na bieżąco rozmawiałem z zespołem. Staraliśmy się kontrolować to, co wprowadzamy. Zbieraliśmy dobre recenzje, jeśli chodzi o naszą grę, bo przecież nie poszliśmy na przykład drogą murowania bramki. Cały czas wierzyliśmy, że karta się odwróci. Ale co do decyzji: nie byłem nią zaskoczony.

Jeśli karta się odwróci, Nadnarwianka będzie miała “zaległe” szczęście, to zespół utrzyma się w IV lidze?

Uważam, że Nadnarwianka utrzyma się w IV lidze. Powinno jednak dojść do wzmocnień i odświeżenia szatni, aby zwiększyć rywalizację w zespole. Teraz będzie więcej czasu na budowanie właściwego DNA drużyny. Wierzę, że zespół nie zostanie w tym miejscu, w którym jest, tylko się rozwinie. Kibicuję Nadnarwiance, trenerowi i zawodnikom. Uważam, że ten czas był cennym doświadczeniem. Miałem ogromną przyjemność pracy w Pułtusku – za co dziękuję zarządowi i władzom miasta.

Rozmawiał Mateusz Leleń