/31 sierpnia 1920 “premier Witos w Pułtusku”

31 sierpnia 1920 “premier Witos w Pułtusku”

31 SIERPNIA 1920 ROKU, WTOREK

PO NAJEŹDZIE BOLSZEWICKIM.

D. 31 sierpnia udał się prezes ministrów Witos, w towarzystwie szefa sekcji, Studzińskiego, do dalszych okolic, uwolnionych z pod inwazji bolszewickiej. Przybył najpierw do Pułtuska. Mimo, że wiadomość o mającem nastąpić przybyciu nadeszła w ostatnich godzinach, zabrały się bardzo liczne rzesze ludności z okolic Pułtuska i oczekiwały przed gmachem starostwa, mieszczącego się w zamku, byłej własności biskupstwa płockiego. Po powitaniu przez starostę Podwińskiego przyjął prezes reprezentantów wszystkich urzędów, którzy zdali mu sprawę ze stanu powiatu po najeździe. Jeden z urzędników opowiadał przeżyte wrażenia, sposób traktowania pozostałej inteligencji i opisał fakt, gdy kazano im kopać dół na rynku. Kopali z uczuciem, że kopią dół dla siebie, a miał to być – jak się później okazało – grób dla zmarłego bolszewika. Bolszewicy zaraz rozpoczęli propagandę, zwłaszcza rolną, zachwalając raj bolszewicki. Na czele „rewkomu” stał rosjanin; „czereswyczajka” miała rozpocząć swoje czynności we środę. Dzień przedtem wyparto bolszewików z Pułtuska. Ustępując, wywieźli bolszewicy burmistrza Pułtuska, Śniegockiego, oraz innych obywateli. Wielu uprowadzonym z Pułtuska i innych miejscowości udało się zbiedz po odbiciu Białegostoku. Opowiadania uprowadzonych, a następnie zwolnionych są najlepszą agitacją przeciwko rajowi komunistycznemu.

Premjer przyjął reprezentantów duchowieństwa katolickiego i ewangelickiego, rabina, reprezentacje Pułtuska, Nasielska i Wyszkowa, wójtów i sołtysów gmin i wsi okolicznych. Wszystkie relacje zgodne były w skargach na postępowanie bolszewików oraz ich rabunki. Reprezentanci gmin, następnie mówcy zgromadzonego przed starostwem tłumu dali wyraz rozpaczy wskutek bezwzględnego zrabowania przez bolszewików koni i wozów, przez co jesienna uprawa pól jest uniemożliwiona. Według doraźnych obliczeń zabrano około 10,000 koni. Jednomyślne też żale były na rabunek owsa i paszy.

Prezes ministrów przemówił do zgromadzonych na dziedzińcu zamku, przedstawiając, co rząd już zrobił i co uczynić zamierza, aby przyjść ludności z doraźną pomocą. Wskutek przeżycia długich dni z bolszewikami ludność nie wzdycha do „wyzwolenia” przez bolszewików i jak wyraził się niejaki Krośnicki z Kozłowej, „ludność rozumie, że rząd nie może zwolnić obywateli od dalszych ofiar na żołnierza, który musi być ubrany i nasycony, aby mógł nas bronić przed powrotem bolszewików”. „Te trzy tygodnie – mówił mówca – dały nam lepszą naukę, niż uniwersytet, musimy się zespolić, aby nie dopuścić do powrotu tej hydry, jaką są bolszewicy”. Przemówienie znalazło echo w zgromadzeniu.

Serdecznie żegnany, udał się premjer w dalszą drogę do Ostrołęki. (…) (pisownia oryginalna)

„Kurier Warszawski”, nr 244, 3 września 1920 roku, s. 2.

Opracowała: Monika Żebrowska